Ja napiszę o sobie
Mieszkałem półtora roku sam w mieszkaniu które wynajmowałem. Wcześniej już rok mieszkałem w studenckim mieszkaniu we Wrocławiu więc już sporo czasu byłem poza domem. Miałem już wtedy 30 na karku i mimo tego zdecydowaliśmy się na mieszkanie osobno.
Wyszliśmy z założenia, że musimy się poznać jako przyjaciele, bliscy sobie ludzie których elektryzuje wspólne bycie razem. Nie musieliśmy się dopasowywać, wypróbowywać, testować, sprawdzać. Przypomina mi się takie stanowisko testowe w IKEI w którym testuje się fotele
Po prostu mimo, że już byliśmy po studiach i pracowaliśmy stwierdziliśmy, że nie zamieszkamy razem.
Uważam, że wspólne mieszkanie ma swoje plusy i minusy jak wszystko. Wydaje mi się, że jeśli mieszka się razem to po pewnym momencie można dojść do wniosku, że wszystko już było, wszystko przeszliśmy (brzydko mówiąc wszystko przetestowaliśmy) - więc po co ślub ?
Nie zapomnę uczucia kiedy stoi się w kościele i mówi się drugiej osobie "Biorę sobie Ciebie .... za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską" - nauczyliśmy się na pamięć - polecam. Moment ślubu to pewne sacrum, które ma nabiera ogromnego znaczenia, kiedy dziękuję się Bogu za to co było i oddaje mu się to co będzie a jest to wielką niewiadomą.
Reasumując. Nie ma recepty na 100% udane małżeństwo, ale można się do niego solidnie przygotować. Uważam, że o wiele ważniejsza jest wspólna obserwacja siebie niż wspólne mieszkanie razem - chociaż jedno nie wyklucza drugiego. Można mieszkać razem ale żyć osobno i zajmować się własnym życiem.
Wracając do obserwacji. Często mówi się o przysłowiowych skarpetkach, pastach itp., a czy któraś dziewczyna zwraca uwagę czy zdarzyło się jej chłopakowi pocałować swoją mamę, pomóc jej umyć naczynia, czy przepuszcza kobiety przodem, czy kupuje kwiaty, czy pozdrawia sąsiadów, czy jest chętny do pomocy innym, czy mięknie mu serce jak widzi dzieciaka karmionego przez matkę - tak ad hoc wypisałem cechy które mogą się komuś wydawać infantylne ale mi wydają się cechami wiele mówiącymi o drugiej osobie. Ja np. bardzo zwracałem uwagę na to w jaki sposób moja dziewczyna podchodziła do dzieci, jak się z nimi bawiła i jak się do nich odnosiła.
Pozdrawiam