To teraz ja

Dzień ślubu był pewnym przełomem, ale raczej w naszym mysleniu. Jesteśmy razem od prawie 9 lat i własciwie przez cały ten czas (no z małymi przerwami na rozstania:)) mieszkamy razem. Poza nazwiskiem i nową ozdoba na ręce zmienił się napis na naszych drzwiach czyli Monika i Paweł O.

Ale zmienił się sposób postrzegania naszego związku. Dotąd byliśmy razem, ale osobno. Mieliśmy wspólne plany, ale nieskrystalizowane...co by było gdyby. Częściej mówiłam, "ja chciałabym.." a teraz mówimy "chcielibyśmy". Czułam się bardziej wolna i niezależna...Co nie znaczy, że teraz nie jestem niezależna

...zawsze mógł sie pojawić ktoś inny...Różnie między nami było, w ciągu tych 8 lat rozstawaliśmy się i wracaliśmy. Paweł się wprowadzał i wyprowadzał. Nie byłam pewna, czy to przetrwa, nie chciałam decydować się na dziecko. Trudno to opisać, ale to jest taka świadomość, że nie jestem już sama, że jestem za kogoś odpowiedzialna, że ktoś się mną opiekuje. Czuje się bezpieczniej. Mam nową rodzinę, drugą mamę i tatę

I tak jest lepiej. Ale rozumiem też pary, które wybierają wolne związki...chociaż coraz mniej
