Dzis wlasnei bylam i krotko mowiac jak wyszlam to jedni z nerwow krzycza, klna a mi lecialy łzy.
Tzw grzechy lekkie - codzienne zostaly potraktowane niemal jak zabojstwo.
Jak sie idzie od spowiediz to sie mowi to co sie pamieta, nawet mi przez mysl nie przeszlo zeby powiedizec ze spalam z narzecoznym, ale ksiadz sie sam zapytal i jak sie przyznalam to wogole wyszlo ze jestem mega klamczucha bo sie z tego nie wyspowiadalam! To jest grzech niemal smiertelny! nastepnie bylo pytanie ile razy/ nie wiem moze jestem jakas "inna" ale nie liczylam, wiec ze sie domagal to podalam jakas liczbe.
Krotko mowiac w niedoslowny sposob wyszlo ze jetsem kłamczucha i prostytutka.
Normalnie juz by mnie tam nie bylo ale dla tej pieczatki zostalam do konca.
Nie wiem jak sa traktowane osoby ktore maja ciezkie grzechy , chyab nei maja juz prawa życ.
Nie dziwie sie ze ludzie odchodza od kosciola, bo jak czlowiek idzie do spowiediz, mowi tam rozne rzeczy bo wie ze tylko tam moze............. i tak zostaje potraktowany to ja dziekuje za taka spowiedz. Jakby to byla moja parafia to jzu by mnei tam w zyciu nie zobaczyli.
Po spowiedzi spytal mnie: Czy jest mi lepiej?
Na szczecie nie wszyscy ksieza sa tacy, ale niestety przez takich dostaje sie wszystkim księżą. I nie jestem odosobninym przypadkeim jak siej zu dowiedizalam, ze ten kosciol nalezy omijac to sie dowiedizalam tlye ze po fakcie.














