Zapoczątkuje wątek - wydaje mi się troszkę zaniedbany.
Myśle, że zainteresuje was artykuł, który wklejam poniżej
Pigułka przeciw naturze
Tomasz Gołąb
Ministerstwo Zdrowia szykuje wielką promocję kalendarzyka małżeńskiego, a o prezerwatywie czy pigułce antykoncepcyjnej w akcji nie będzie mowy – zaalarmowały niektóre polskie dzienniki. I wyśmiały naturalne metody planowania rodziny.
Pod koniec listopada Ministerstwo Zdrowia ogłosiło przetarg na realizację ogólnopolskiej kampanii reklamowej, promującej naturalne metody planowania rodziny wśród młodzieży, małżeństw i lekarzy. Miały być film reklamowy, plakat, ulotki z informacją o organizacjach i metodach NPR, spot radiowy. Do gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych miało trafić 14 tys. kopii filmu o NPR. „Kampania będzie nowoczesna w formie, niekoniecznie w treści” – „przestrzegano” w codziennej prasie. Cóż nienowoczesnego jest w naturalnych metodach regulacji poczęć? „Staroświecki” sprzeciw wobec antykoncepcyjnej mentalności. Taka postawa najbardziej drażni propagatorów antykoncepcji.
Przestraszyli ministerstwo
Kiedy kampania ruszy, nie wiadomo. Po publikacjach prasowych, które kpiły, że Polaków będzie się uczyć kalendarzyka małżeńskiego, wydaje się, że jej losy są zagrożone. – Gdybym mógł powiedzieć, że nie są, byłbym człowiekiem szczęśliwym. Ale los każdego programu, zwłaszcza takiego, w którym w grę wchodzą pieniądze, jest zagrożony przez rozmaite grupy nacisków – mówi wiceminister zdrowia Bolesław Piecha. – W tym przypadku dochodzą napięcia ideologiczne, bez uzasadnienia merytorycznego, zupełnie dla mnie niezrozumiałe – dodaje i zapewnia: – My nie będziemy narzucać żadnych rozwiązań w dziedzinie planowania rodziny.
Według prof. Bogdana Chazana, przewodniczącego Krajowego Zespołu Promocji Naturalnego Planowania Rodziny przy ministrze zdrowia, resort zaczyna wycofywać się z decyzji o przekazaniu środków potrzebnych na sfinansowanie akcji. Chociaż wiceszef resortu Bolesław Piecha obiecywał, że pieniądze zostaną uruchomione do końca roku, a termin otwarcia ofert w przetargu wyznaczono na 6 grudnia. – Wystarczyło kilka artykułów prasowych, krytykujących pomysł propagowania metod rozpoznawania płodności, by zachwiać ministerialnymi planami – martwi się prof. Chazan. Krajowy zespół planował w przyszłości m.in. zorganizowanie punktu informacyjnego o naturalnych metodach planowania rodziny i specjalnej infolinii na ten temat. Chciał także zainicjować w całej Polsce szereg kursów na temat NPR.
– Ufam, że uda się wyłonić w tym przetargu wykonawcę dobrej kampanii, komunikatywnej i niekonfrontacyjnej, ale rzetelnie pokazującej, że dla antykoncepcji istnieje alternatywa. Chcemy spokojnie przedstawić aktualną wiedzę o fizjologii ludzkiego organizmu. Dziś setki tysięcy, a może i miliony Polaków nie wiedzą, że istnieją naukowe metody, które pozwalają zaplanować rodzinę bez uciekania się do chemii. Trzeba im stworzyć warunki, by o tych metodach mogli się dowiedzieć, ale także skorzystać z pomocy fachowców w ich zastosowaniu – wyjaśnia minister Piecha.
Litania efektów ubocznych
Niemal każda wizyta u ginekologa, zwłaszcza kobiety, która już rodziła, kończy się dziś pytaniem: nie chciałaby pani zabezpieczyć się przed kolejną ciążą? Dlaczego pytają, skoro na każdym opakowaniu hormonalnej antykoncepcji wypisana jest cała litania działań niepożądanych. Nudności i wymioty, przyrost masy ciała, plamienia i krwawienia z dróg rodnych, zmiany nastroju – to najłagodniejsze z nich.
– Wiele razy widywałam brunatne, wolno znikające plamy na twarzach i rękach moich pacjentek, które nie przeczytały, że pod wpływem słońca lub solarium tabletki hormonalne powodują zmiany skórne – załamuje ręce dr Elżbieta Siwiak, ginekolog z 30-letnią praktyką. W swoim gabinecie w Nowym Sączu spotykała kobiety z zakrzepami żył głębokich, skarżące się na nadmierne owłosienie. To wszystko możliwe działania pigułki hormonalnej, najczęściej stosowanego środka antykoncepcyjnego w Polsce. – Ale w reklamach o tym nie powiedzą. Większość uczciwych badań w tej dziedzinie nigdy nie zostanie też opublikowana w magazynach dla lekarzy – dodaje.
Tabletka nieszczęścia
Być może największy paradoks pigułki hormonalnej tkwi gdzie indziej. Środek, który ma uczynić współżycie bardziej atrakcyjnym i niezobowiązującym aktem, powoduje u kobiet znaczny spadek libido. Zamiast czerpać większą satysfakcję z kontaktów seksualnych, przestają mieć na nie w ogóle ochotę. Często pojawiają się depresje wywołane działaniem sztucznych hormonów. Coś, co jest reklamowane jako pigułka szczęścia, bywa jego źródłem tylko dla czerpiących z niego zyski koncernów, aptek i lekarzy.
Podobne problemy wiążą się niemal z każdym rodzajem antykoncepcji, również z preparatami w zastrzykach (tzw. szczepienie przeciw ciąży), które powodują też wypadanie włosów, łojotok i osteoporozę. Dotyczy to także wciąż stosowanej przez lekarzy tzw. spirali, po której dziesięciokrotnie rośnie prawdopodobieństwo pozamacicznej ciąży, nie mówiąc o ryzyku przebicia macicy lub zarośnięcia ujść jajowodów.
NPR – naukowe i skuteczne
Dlaczego więc małżeństwa gotowe są płacić kilkadziesiąt złotych miesięcznie za farmakologiczną gwarancję, że nie poczną dziecka? Bo po co ubezpładniać się w czasie, gdy jest się niepłodnym? A dni płodnych w miesiącu jest zaledwie kilka. W Polsce nauczanych jest obecnie kilka najważniejszych metod rozpoznawania płodności. Wszystkie opierają się na uwzględnieniu we współżyciu naturalnej cykliczności dni płodnych i niepłodnych w życiu kobiety.
Być może argumentem najbardziej przekonującym o skuteczności NPR jest zastosowanie jej metod do terapii małżeństw, które nie mogą doczekać się potomka. Bo skoro z pomocą obserwacji można określić moment owulacji, tak by współżyjąc, nie powoływać nowego życia, to tym samym sposobem określa się także optymalny czas i warunki dla tych, którzy o to bezskutecznie zabiegają. – Metody rozpoznawania płodności mają podstawy naukowe i są skuteczne w planowaniu lub odkładaniu poczęcia – podkreśla Ewa Ślizień-Kuczapska, ginekolog-położnik z Warszawy. – Są jedyną, bezpieczną dla zdrowia metodą regulacji poczęć. W dodatku nic nie kosztują.
Artykuł pochodzi z Gościa Niedzielnego Nr 50/2006 10-12-2006
Gość Niedzielny






