To ja może napisze jak to było u nas z zaręczynami
a więc w wigilie 2010r zjechała się pierwszy raz moja i Roberta rodzina na wspólne świętowanie przy wigilijnym stole .

W ten dzień Robert cały czas kręcił się po domu do pokoju i z powrotem

aż w końcu przyszłam wziąć prezenty żeby włożyć pod choinkę i pyta się mnie czy chcę swój prezent teraz czy potem? a że nie należę do cierpliwych

chciałam od razu .Nigdy nie zapomnę jak podszedł do pułki wyciągnął
małe niebieskie pudełeczko klęknął i powiedział że chciał już dawno to zrobić tylko czekał na odpowiedni moment i czy zostanę jego żoną

przez łzy tylko kiwnęłam głową i jakoś ledwo zrozumiale wydukałam pewnie że tak

potem poszliśmy powiedzieć wszystkim przez płacz dałam rade tylko podnieść rękę i pokazać pierścionek

moja mama w płacz gratulacje i takie tam

mieli tylko żal że przy nich tego nie zrobił ale dla mnie to nawet lepiej tak bardziej przez to ,to nasza chwila tylko nasza

do dzisiaj ściska mnie w serduchu jak o tym pomyślę
